Administrator

Jak Artur narodził się na nowo

CenacoloMam na imię Alfreda. Jestem matką czworga dzieci. Artur jest moim drugim dzieckiem. W wieku ok. szesnastu lat uzależnił się od narkotyków.
   Myślę, że upadek naszych dzieci jest naszym upadkiem. Najpierw rodzice odwracają się od Boga, pozostawiając Go, a potem dzieci potykają się o błędy swoich rodziców. Dzisiaj, gdy z perspektywy lat patrzę na mój upadek, widzę to bardzo wyraźnie.
   Myślę, że gdyby człowiek wiedział, że upadnie, nie zrobiłby tego. Bardzo bolała mnie zmiana Artura. Na początku nie chciałam wierzyć, że jest ona spowodowana przez narkotyki. Powtarzałam synowi tylko: Artur, jaki ty stajesz się prymitywny... Jak ty się zmieniasz... Przedtem był wrażliwy, pełen miłości i radości. Zło bardzo go zmieniło. Modliłam się za niego...
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
2057 odsłon
0 komentarze
Administrator

Nawrócenie Bernarda Nathansona

Nathanson, urodzony w 1926 r. profesor Cornell University, był ateistą i jednym z największych na świecie zwolenników aborcji. Dążył uparcie do tego, by w USA uczynić aborcję legalną, tanią i dostępną. W 1968 r. był jednym z bnzałożycieli National Abortion Rights Action League (Narodowej Ligi Walki o Prawo do Aborcji). Prowadził największą klinikę aborcyjną w Stanach Zjednoczonych. Przyznaje się do dokonania 75 000 aborcji. Mówi teraz z wielkim bólem: „W tej liczbie jest także zabicie mojego nie narodzonego dziecka, które uśmierciłem własnymi rękami”. W życiu Nathansona dokonał się jednak cud przemiany umysłu i serca. Z czołowego światowego aborcjonisty stał się przodującym obrońcą życia dzieci nie narodzonych. Po wielu latach przygotowań, w 1996 r. przyjął chrzest w Kościele katolickim.
 
Dom rodzinny i szkoła
 Jego ojciec, profesor medycyny, syn żydowskich emigrantów, jeszcze w latach studenckich odwrócił się od tradycji ortodoksyjnego judaizmu. Nie wierzył w Boga, a jedynie w jakąś „wyższą siłę”. To właśnie ojciec wyrył trwałe piętno na życiu i osobowości Bernarda, wpajając swojemu synowi nihilistyczne postawy i wierzenia. Bernard wzrastał w domu, w którym tylko zachowywano zwyczaje i obrzędy wiary żydowskiej, ale jej nie praktykowano. Na dodatek ojciec Bernarda nienawidził swojej żony.
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
2576 odsłon
0 komentarze
Administrator

Nawrócenie Mitsuko

p4Kiedy w gimnazjum za­czę­łam się uczyć języka angielskiego, cie­szy­łam się, że wreszcie będę mogła po­znać język, który daje możliwości ko­mu­ni­ko­wa­nia się z ca­łym świa­tem. Już po kil­ku mie­sią­cach nauki an­giel­skie­go, a było to już 30 lat temu, zaczęłam korespondować z Teresą, dziewczyną z Polski.
Ówczesna sytuacja po­li­tycz­na w Polsce była nie­spo­koj­na. I choć moim naj­więk­szym ma­rze­niem był wy­jazd do Eu­ro­py oraz spo­tka­nie się z Te­re­są, z waż­nych po­wo­dów nie mo­głam tak szyb­ko zre­ali­zo­wać swo­ich pla­nów. Po­zo­sta­wa­ły nam spo­tka­nia na stro­nach co­raz dłuż­szych li­stów. Nie za­po­mnę nigdy upad­ku muru ber­liń­skie­go w 1989 r. Zo­ba­czy­łam to w TV, drżąc z wra­że­nia na całym cie­le. W Polsce zaczął wiać wiatr wol­no­ści i latem 1992 r., mój przy­jazd do Pol­ski mógł wresz­cie dojść do skut­ku.
To, co tam spo­tka­łam i prze­ży­łam, cał­ko­wi­cie prze­ro­sło wszyst­kie moje wcze­śniej­sze ocze­ki­wa­nia i wy­obra­że­nia. Na lot­ni­sku, podczas ser­decz­ne­go przy­wi­ta­nia z Te­re­są, ze wzru­sze­nia obie się pła­ka­ły­śmy. Jeszcze w Ja­po­nii, na dłu­go przed przy­jaz­dem do Pol­ski, chcia­łam się jak naj­wię­cej do­wie­dzieć o oj­czyź­nie mo­jej przy­ja­ciół­ki, cho­dzi­łam więc czę­sto do bi­blio­tek i chyba prze­czy­ta­łam wszyst­kie ja­poń­skie książ­ki do­ty­czą­ce Pol­ski. Do­wie­dzia­łam się wiele o hi­sto­rii i kulturze tego kra­ju. Dla mnie, osoby nie zna­ją­cej chrze­ści­jań­stwa, bardzo in­try­gu­ją­cy był temat wia­ry Polaków. W wie­lu opra­co­wa­niach spo­ty­ka­łam się z in­for­ma­cja­mi, że jest to ostatni eu­ro­pej­ski kraj, w któ­rym świą­ty­nie nie świe­cą pust­ka­mi.
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
2076 odsłon
0 komentarze
Administrator

Odzyskałam utracony skarb

blog on 428842 7344822 tr jesus 099W 1997 r. odzyskałam utra­co­ny skarb – wiarę w Boga. Przez wiele lat żyłam tak, jakby Boga nie było. W dzieciństwie moja wiara była pełna radosnej ufności, modliłam się, od­ma­wia­łam różaniec, chodziłam do spo­wie­dzi, na Mszę św., przyjmowałam Komunię św. Czułam się ko­cha­nym dzieckiem Boga.
Niestety, kiedy miałam 12 lat, moi rodzice się rozwiedli. Był to dla mnie prawdziwy koszmar, za który zaczęłam obwiniać Pana Boga. Mia­łam wielki żal i pretensje do Niego za to, co się stało. Pomyślałam sobie, że Bóg nie jest dobry i sprawiedliwy, sko­ro dopuścił do rozwodu moich ro­dzi­ców i pozwala, że tyle nie­spra­wie­dli­wo­ści i zła dzieje się na świecie. Za­czę­łam żyć na własne konto bez mo­dli­twy i sakramentów.
W wieku 19 lat rozpoczęłam pracę jako balerina. Tańczyłam w naj­roz­ma­it­szych spektaklach, pełniłam również rolę asystentki w akademii przy­go­to­wu­ją­cej do pracy artystycznej w zakresie sztuk teatralnych, spek­ta­kli muzycznych, tanecznych itp. Pra­co­wa­łam w wielu programach te­le­wi­zyj­nych. W ten sposób moje marzenia z czasów dzieciństwa się spełniły: zo­sta­łam sławną i uwielbianą baleriną. Zarabiałam bardzo dobrze i mogłam sobie kupować to wszystko, na co mia­łam ochotę. Zgodnie z modą panującą w światku artystycznym przez pe­wien czas interesowałam się wschod­ni­mi filozofiami. Mimo to w sercu odczuwałam wielką pustkę, której nie mogłam zapełnić ani sukcesami w pracy, ani zakupami czy podróżami, ani znajomością z wybitnymi osobami. Tej pustki nie potrafił zapełnić również mój narzeczony. Nie negowałam istnienia Boga, lecz byłam przekonana, że Bóg się mną nie interesuje, a ja muszę sama sobie radzić w życiu.
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
1529 odsłon
0 komentarze
Administrator

Pochodzę z rodziny ateistycznej

zywy-rozaniecChcę podzielić się z Wami swoim świadectwem o sile różańca św. i potędze wstawiennictwa Maryi. Pochodzę z rodziny ateistycznej, w której nie wolno było nawet mówić o Bogu. Jednak moje serce w dzieciństwie ogromnie tęskniło do Boga i choć niewiele wiedziałam o Nim, nie przestawałam Go szukać. Znalazła się jedna cudowna osoba, siostra zakonna, która – narażając się przecież – zaczęła prywatnie uczyć mnie religii; to również dzięki niej zostałam ochrzczona, przystąpiłam do I Komunii św. i bierzmowania – w wielkiej konspiracji i tajemnicy przed rodzicami, mając lat 13.
Pomimo tego, że moi rodzice byli niewierzący, a ich małżeństwo skończyło się rozwodem, byłam szczęśliwa, bo naprawdę czułam bliskość Boga. Ale przyszedł czas dorastania… Moja zaprzyjaźniona siostra wyjechała do Afryki na misje, a w rodzicach nie miałam, niestety, oparcia w sprawach wiary. Szybko się stałam dość łatwym łupem dla różnych modnych, a przy tym niebezpiecznych ideologii. Nie mając zwyczaju systematycznej modlitwy (będącej taką „smyczą”, na której Pan trzyma nas przy sobie), załamałam się w wierze. Niewiele rzeczy było mi obcych – jeden grzech pociągał za sobą kolejne, te zaś pociągały mnie – i nie mogłam, a nawet nie czułam potrzeby uwolnienia się od nich. Czasem przychodziły momenty, że decydowałam się pójść do spowiedzi, ale brak modlitwy i wątpliwości znów oddalały mnie od Boga.
 
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
1450 odsłon
0 komentarze

Kalendarz bloga

Poczekaj chwilę, ponieważ właśnie szykujemy kalendarz dla Ciebie