Klub Książki Tolle.pl

Dzieje cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej

jasna goraTak często mówimy o Królowej Korony Polskiej, tak często Ją wzywamy w swych modłach, wiemy przy tym, że za miejsce szczególnie ukochane, z którego rozdziela zdroje łask swym dzieciom polskim, obrała sobie Jasną Górę w Częstochowie. Przeto kogo zajmują dzieje czci Bogarodzicy na ziemiach polskich, dzieje, w których obraz M. B. Częstochowskiej tak wybitną odgrywa rolę, tego niezawodnie też zajmować będzie pochodzenie i dzieje samego cudownego obrazu częstochowskiego. Dlatego wykład niniejszy chce czytelników z tymi dziejami zaznajomić. (…)
Dzieje tego obrazu sięgają czasów bardzo dawnych, jakkolwiek nie wszystko, co o nim wiemy, opiera się na niezbitych pewnikach historycznych. Pewniejsze wiadomości o nim datują się dopiero od r. mniej więcej 1382, tj. od czasu, kiedy cudowny obraz do Częstochowy na Jasną Górę sprowadzono. Wcześniejsze jego dzieje pokryte są mrokiem, ale rozjaśnianym legendami i podaniami, które jak barwne tęcze otaczają urokiem cudowności postać naszej częstochowskiej Bogarodzicy i Jej Bożego Dzieciątka.


Według tych legend obraz jest malowany przez św. Łukasza ewangelistę na cyprysowej płycie stolika, który był uświęcony tym, że służył samemu Zbawicielowi. Jak głoszą niektóre podania, stolik ten był wykonany przez św. Józefa, o którym powiada tradycja, że był cieślą. Według innych podań wyciosał ów stolik sam Pan Jezus, kiedy w warsztacie św. Józefa w Nazarecie zaprawiał się pod okiem swego przybranego ojca do pracy ciesielskiej. Gdy po śmierci Pana Jezusa Najświętsza Panna, oddana w opiekę św. Janowi, zamieszkała wraz z nim w Jerozolimie u jego ojca, pobożnego Zebedeusza, ów stolik znalazł się również w domu Zebedeusza. Zrządzenie Boże sprawiło, że w tym czasie przybył do Jerozolimy św. Łukasz, z zawodu lekarz, mąż światły i uczony i równocześnie biegły w malarstwie. Św. Łukasz, pozostając przez dwa lata w Jerozolimie i rozmawiając z Najświętsza Panną wiele o Panu Jezusie, napisał w tym czasie swą ewangelię, a kiedy wierni na niego nalegali, żeby jeszcze wizerunek Najświętszej Panny utrwalił w obrazie, uczynił to, malując na owym cyprysowym stoliku Najświętszą Pannę, trzymającą na ręku swe Boskie Dziecię.


Wprawdzie, to co tu powiedziano o powstaniu cudownego obrazu jasnogórskiego, to wszystko tylko pobożna legenda. Czy w tej legendzie jednak nie miałoby być ani ziarna prawdy? Jeżeli weźmiemy pod uwagę, co podania mówią o dalszych jego kolejach, i przy tym, że obraz istotnie jest malowany na drzewie cyprysowym, to przynajmniej tyle możemy o nim powiedzieć, że wyjątkową czcią otaczano go już w najdawniejszych czasach, już długo przedtem, nim jeszcze na ziemiach polskich stał się tym świętym przybytkiem narodowym, i że nawet rzeczywiście św. Łukasz mógł być jego twórcą.
Według dalszych podań drogocenna pamiątka w pierwszych trzech wiekach, kiedy chrześcijaństwo doznawało srogich prześladowań, była pilnie strzeżona przez chrześcijan na wschodzie. Wreszcie jednak, gdy chrześcijaństwo uzyskało wolność i z podziemi i katakumb mogło wyjść na świat i budować własne świątynie, przywiozła go św. Helena, matka cesarza Konstantyna, do Konstantynopola i złożyła w kaplicy pałacowej. Otrzymała go od dotychczasowych jego właścicieli wraz z innymi pamiątkami świętymi, kiedy bawiła na miejscach uświęconych życiem i śmiercią Zbawiciela, aby odszukać krzyż Chrystusa i inne świętości, pozostałe po naszym Zbawcy.
Z Konstantynopola wreszcie dostał się święty obraz na Ruś. Że stać się to mogło bardzo łatwo, zrozumiemy, jeżeli zauważymy, że światło wiary przyszło do rozmaitych narodów słowiańskich, a pomiędzy nimi i na Ruś nie z Rzymu, lecz z Konstantynopola, którego patriarchowie dawniej jeszcze należeli do jedności Kościoła Chrystusowego, i że cesarze wschodni nieraz wydawali córki swe za książąt krajów słowiańskich. Przy tej okazji mógł też obraz święty jako posag przybyć w te strony z wychodzącą za mąż córką cesarza. Tak też się stać mogło około r. 971, kiedy to według świadectwa uczonego Kromera Włodzimierz, książę ruski, brał za żonę Annę, siostrę cesarzów greckich Bazylego i Konstantyna. Wtedy „wyprawiając w tę podróż Bracia Annę, prócz innych skarbów dali Jej ten obraz Najświętszej Panny jako najdroższy klejnot”.

Obrona Czestochowy.suchodolski
Obraz umieszczono w Haliczu [koło Stanisławowa, lub jak mówią dziś Ukraińcy, koło Iwano-Frankowska, na Podolu], ale niebawem dostał się znowu w inne posiadanie, mianowicie przeszedł na własność książąt opolskich, którzy przenieśli go do zamku bełzkiego [w Bełzie koło Lwowa], wówczas do nich należącego. Tam pozostawał przez kilkaset lat. Kiedy jednak z powodu coraz częstszych napadów tatarskich nie był w dotychczasowym swym schronieniu dość bezpieczny, Władysław, książę opolski, postanowił go przewieźć do swojej stolicy, do Opola na Śląsk. Ale Najświętsza Panna wybrała sobie inne miejsce dla swego świętego wizerunku, miejsce, skąd chciała całej polskiej krainie rozdzielać nieprzebrane dobrodziejstwa jako słońce łask i skąd całemu polskiemu narodowi chciała królować jako jego Pani i Królowa. To też, kiedy już wszystko do drogi było gotowe, kiedy obraz był umieszczony na wspaniałym rydwanie, a rumaki zaprzężone, okazało się, że ani rusz z miejsca nie można było się posunąć. Konie nie mogły obrazu udźwignąć. Poznał książę, że Bóg daje mu znak z nieba, upadł na kolana i w gorącej modlitwie prosił Go i Matkę Najświętszą o wskazanie mu Ich świętej woli. Wtedy we śnie objawiła mu się Matka Boska i dała mu upomnienie, żeby obraz złożył na Jasnej Górze. Z pokorą spełnia Opolczyk zlecenie Bogarodzicy i około r. 1382 umieszcza go tamże w drewnianym kościółku. Wkrótce potem sprowadza jako stróżów tej świętości zakonników św. Pawła, zwanych paulinami, i powierza im ten skarb drogi. Odtąd aż do naszych czasów ojcowie paulini strzegli i strzegą tego świętego przybytku narodowego.
Tymczasem sława cudownego obrazu rosła z każdym dniem i rozeszła się aż poza granicami Polski. Napływało coraz więcej pobożnych pielgrzymów do tego świętego miejsca, mnożyły się cuda, mnożyły się wota, nieraz nawet kosztowne, które zawieszano na obrazie lub umieszczano w skarbcu klasztornym. Przesadne wieści o bogactwie klasztoru znęciły wnet rabusiów. W r. 1430 husyci, zwolennicy kacerskiej nauki Husa, napadli na klasztor i go obrabowali. Święty obraz Matki Boskiej, wotami obwieszony, zdarli z ołtarza i chcieli go ze sobą uprowadzić. Ale gdy przybyli na miejsce, gdzie stoi obecnie kościół św. Barbary, konie się zatrzymały i żadnym sposobem nie można było ruszyć w dalszą drogę. Wtedy rozwścieczeni husyci obraz rozbili na trzy części i rzucili je w błoto, a jeden z nich, widząc, że święte oblicza były nieuszkodzone, w swej nienawiści ciął w nie dwa razy szablą. Za tę świętokradzką zbrodnię został przez Boga ukarany natychmiastową śmiercią.
Porzucone części obrazu pozbierali ojcowie paulini i obmyli w wodzie źródła, które wtedy cudownie miało wytrysnąć. Źródło to po dziś dzień istnieje i słynie ze swych cudownych własności leczenia chorób oczu. Z czasem zbudowano nad nim kapliczkę, nad którą czytamy taki napis, streszczający dzieje cudownego obrazu: „Lat trzysta w Jeruzalem, pięćset w Carogrodzie słynęłam władzą wszelką na ziemi i wodzie. Pięćset na bełzkim zamku byłam strażnikową. Piąte sto Jasna Góra czci mnie za Królową”. Obraz zawieźli ojcowie paulini do Krakowa, do króla Jagiełły. Ten dał go przez najbieglejszych malarzy naprawić. Tylko blizny na twarzy Bogarodzicy nie chciały się wcale dać usunąć. Wtedy, upatrując w tym wolę Bożą, król zarządził, żeby blizny pozostały, a obraz we wspaniałym orszaku odprowadzono z Krakowa na Jasną Górę.


Od tego czasu Częstochowa coraz bardziej się staje świętą arką przymierza narodu polskiego, przedmiotem jego najgłębszej czci i najgorętszego ukochania. Jak kwiat ku słońcu się zwraca, tak ku świętemu obliczu M. B. Częstochowskiej zwracały się odtąd przez wszystkie wieki aż do czasów obecnych oczy i serca wiernych dzieci Ojczyzny Polskiej. Królowie we wszystkich ważniejszych chwilach poruczali losy Ojczyzny M. B. Częstochowskiej, a zresztą każdy dobry Polak pragnął i pragnie choć raz w życiu pomodlić się przed cudownym obliczem naszej ukochanej Matki Jasnogórskiej.
W dalszym postępie dziejów przeżywał klasztor i cudowny wizerunek Matki Boskiej niejedną chwilę groźną i smutną, ale też niemało dni podniosłych i radosnych. Dni grozy nadeszły dla Jasnej Góry, kiedy oblegali ją Szwedzi pod generałem Müllerem w r. 1655. Oczy pełne łez podnosili Polacy do tej Matki Boskiej Częstochowskiej podczas 150-letniej udręki, kiedy Ojczyzna nasza nosiła pęta gnębiącej niewoli. Cztery razy pożar nawiedził klasztor i kościół na Jasnej Górze. Nidy zresztą nie ogarnął przy tym kaplicy z cudownym obrazem. Podczas ostatniego pożaru w r. 1900 spłonęła wieża kościoła. Ale odbudowano ją wnet jeszcze wspanialszą i okazalszą, niż była dawniej. Największy jednak cios spadł na święte miejsce i cały naród, kiedy w gronie stróżów cudownego obrazu, pomiędzy samymi paulinami, znalazł się niegodziwiec, kapłan bez powołania, nazwiskiem Macoch, który świętokradzką rękę podniósł na sam obraz i ograbił go z kosztowności, które się na nim znajdowały: z perłowej sukienki, koron, złocistych promieni i kilkudziesięciu drogocennych złotych i srebrnych wotów.
Lecz obok tego patrzyła Częstochowa na niejedno wydarzenie, które radością niezmierną mogło napełnić każdego wierzącego Polaka. W Częstochowie królowie polscy tylekroć dziękowali Maryi za zwycięstwa, odniesione nad wrogami Wiary i Ojczyzny. Przyczyną wielkiej radości było owo dwukrotne koronowanie M. B. Częstochowskiej na Królową Korony Polskiej, pierwszy raz 8 września 1717 r., drugo raz 22 maja 1910 r., po owej zbrodni Macocha. I z radosną podzięką wreszcie zwróciły się serca polskie do Matki Boskiej Częstochowskiej w Ojczyźnie na nowo wskrzeszonej, najpierw, kiedy za przyczyną tej Królowej Korony Polskiej, jak w to niezłomnie wierzymy, pan Bóg nas powrócił „cudem na Ojczyzny łono”, a potem, kiedy znowu w cudowny sposób ratował Ojczyznę z toni, dopomagając Jej do „Cudu nad Wisłą”.
Niechajże dalej Ta, co „Jasnej broni Częstochowy”, opiekuje się naszym narodem i wyjednuje mu potrzebne łaski u tronu Bożego. Aby zaś to mogła czynić, nie stawiajmy Jej przeszkody, lecz starajmy się stawać się tego godnymi, starajmy się być dobrymi Jej dziećmi.
(według książki ks. Piotra Sosnowskiego pt. Królowa Korony Polskiej, wydanej w Pelplinie, w 1932 r.)

[Źródło: gdynia.piusx.org.pl]

Św. Alfons Liguori: O sądzie szczegółowym
Miłość Matki
 

Kalendarz bloga

Poczekaj chwilę, ponieważ właśnie szykujemy kalendarz dla Ciebie