Klub Książki Tolle.pl

Słów kilka o tym, jak Bóg daje ludziom nowe życie z wiary.

Administrator

Świadectwo narkomana

Narkoman, grzesznik,więzień ale nawrócony. Po prostu cuda się dzieją. Dlaczego modli się na różańcu? Jezus jest mocniejszy, nigdy o tym nie zapominaj!!!


swiadectwo narkomanaChwała Panu! Oto świadectwo narkomana, który popełnił mnóstwo zła i trafił do więzienia. Tam dotknął go Jezus Chrystus – grzesznik nawrócił się ku Bogu. Teraz planuje ślub i wciąż modli się na różańcu!

Mam 24 lata. Od ośmiu miesięcy jestem ojcem: moja dziewczyna, Ula, urodziła zdrowego chłopca. Znam go jednak tylko ze zdjęć. Czasem, jak zadzwonię, mogę usłyszeć jego głos… Opuściłem Polskę, kiedy moja dziewczyna, z którą już mieszkałem, była w 4. miesiącu ciąży. Chciałem się uniezależnić, zarobić na ślub i mieszkanie. Rodzice nie mogli nam pomóc – tata zmarł, gdy byłem mały, mama utrzymuje się z niskiej renty. W życiu codziennym pomagała nam jedynie mama Uli. Wyjechałem wraz z kolegą do Hiszpanii, zresztą nie po raz pierwszy. Miałem tam znajomych, którzy organizowali wycieczki do Ameryki Łacińskiej i dobrze płacili, więc podróż wyglądała trochę jak w filmach. Ryzyko było jednak duże, bo nie o wycieczkę szło, tylko o przewóz narkotyków. W grę wchodziło nasze życie. Wtedy jednak owo ryzyko przysłaniała mi złuda dużej kwoty pieniędzy, którą miałem zarobić.

Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
62 odsłon
0 komentarze
Administrator

Pomimo złości na Boga ciągle się modliłam

walkaWitam. Chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem, które obiecałam Matce Bożej, ale może zacznę od początku. Robert jest moim największym darem jaki dostałam od Boga, na początku było między nami idealnie, ale gdy wdarła się nieczystość to wszystko zaczęło się sypać. Byliśmy blisko, a za razem bardzo daleko od siebie… Próbowaliśmy z tym walczyć, ale bardzo często upadaliśmy, oddalało nas to bardzo od siebie.Końcem listopada zostawił mnie.Wcześniej już kilka razy się rozstawaliśmy, ale po kilku dniach wracaliśmy do siebie. Tym razem czułam, że to tak szybko się ułoży. Czułam się fatalnie… zamknęłam się w sobie, nie byłam w stanie z nikim rozmawiać. Byłam tak bardzo zła na Boga, że dał mi miłość, a teraz od tak sobie ją zabrał.

Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
472 odsłon
0 komentarze
Administrator

Więzienie bez krat i łańcuchów

img 1545Po pewnym czasie do mojego domu zawitali… świadkowie Jehowy. Zaimponowali mi znajomością Pisma Świętego, otwartością, elegancją i – jak mi się wówczas wydawało – życzliwością

Byłam 13 lat poza Kościołem katolickim w organizacji Świadków Jehowy – zatrzymana w więzieniu bez krat i bez łańcuchów, jak mówi Księga Mądrości (17,15). Tym, co mnie tam trzymało, był strach, który myliłam z miłością do Boga i Jego przykazań. Strach potęgowany przez czasopisma i pozycje książkowe wydawane przez Towarzystwo Biblijne i Traktatowe „Strażnica”. Dobrze napisał pan Tadeusz Kunda, autor godnej polecenia książki pt. Spór o Boże Imię, broniącej prawd wiary katolickiej, że periodyk „Strażnica” powinien tak naprawdę nazywać się „Strasznica”, ponieważ straszy, poraża, wręcz paraliżuje władze umysłowe, które poddają się pod panowanie fałszywych nauczycieli (por. Mt 24,23-28).

Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
578 odsłon
0 komentarze
Administrator

Od playboya do Bożego faceta

eduardo verasteguiEduardo Verastegui, młody latynoski piosenkarz, model, playboy i aktor, był na najlepszej drodze do sukcesu. Znany z romantycznych telenoweli w całej swojej ojczyźnie, Meksyku, dotarł do Hollywood, miasta marzeń, gdzie jego kariera nabierała rumieńców. Uroda pomagała mu w promowaniu wizerunku – jego zdjęcia trafiały na pierwsze strony magazynów na całym świecie, rozbudzając pożądanie tysięcy młodych kobiet. Role w serialach i filmach hollywoodzkich (Eduardo odgrywał najczęściej przystojnych amantów lub degeneratów – bandytów, kryminalistów, złodziei, podrywaczy) przysparzały mu rzesze kolejnych wielbicieli na całym świecie. Miał wszystko – kasę, sławę, kobiety, własny 20-osobowy zespół ludzi w Hollywood pracujący na jego sukces. Dniami ciężko pracował, a wieczorami prowadził hulaszcze życie gwiazdy (imprezy, alkohol, seks). Osiągnął wszystko, o czym mógł tylko zamarzyć, lecz, o dziwo, nie czuł się szczęśliwy. Zamiast poczucia spełnienia ogarniała go pustka, zamiast radości – niepokój.

Rodzice Eduarda, pobożni meksykańscy katolicy, widzieli, że ich synowi groziło niebezpieczeństwo ciała i duszy. Matka obawiała się najgorszego – jej ukochany syn prowadzący tak rozwiązłe życie może trafić do więzienia, ulec ciężkiemu wypadkowi, zginąć tragicznie, a co najgorsze, utracić życie wieczne i na wieki się potępić. Kierowała do niego swoje ostrzeżenia, prosiła, aby żył po chrześcijańsku, lecz ten za nic miał jej prośby. Kobieta nie ustępowała. Skoro nieskuteczne były jej słowa, efekt mogły przynieść już jedynie jej żarliwe modlitwy do Matki Bożej z Guadalupe. Modliła się za swego syna dniami i nocami.

Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
452 odsłon
0 komentarze
Administrator

Uratowałam dziecko modlitwą różańcową

duchowa adopcjaOd 10 lat jestem kapłanem zakonnym Braci Mniejszych Kapucynów Prowincji Krakowskiej. W latach 1996-2001 pracowałem na misjach na Ukrainie. Z dziełem Duchowej Adopcji dzieci nienarodzonych po raz pierwszy zetknąłem się w Kijowie, gdzie przyjechali z Warszawy krzewiciele tej formy niesienia pomocy najbardziej bezbronnym i niewinnym istotom ludzkim, a także ich rodzicom. Entuzjastycznie włączyłem się w tę samarytańską miłość bliźniego i do dziś zaadoptowałem już piątkę dzieci. W lutym tego roku wysłuchałem wyjątkowo pięknego świadectwa działania łaski Bożej, które przedstawiam za zgodą autorki.
 
Pragnę dać świadectwo tego, co przeżyłam w związku z Duchową Adopcją dziecka nienarodzonego. Otóż podczas rekolekcji wielkopostnych, które odbywały się w mojej parafii w 1997 roku mój mąż złożył przyrzeczenie Duchowej Adopcji dziecka poczętego, któremu zagrażała zagłada. Obiecał, że będzie codziennie odmawiał jedną tajemnicę różańca św. przez okres dziewięciu miesięcy. Długo jednak nie wytrwał w tym zobowiązaniu. Modlił się może dwa lub trzy tygodnie, a potem przestał, wymawiając się brakiem czasu i zmęczeniem. Byłam tym bardzo zmartwiona i prosiłam, żeby wrócił do tej modlitwy. Obiecałam, że będę razem z nim modlić się na różańcu. Pragnę nadmienić, że ja osobiście bałam się w czasie rekolekcji włączyć w tę Duchową Adopcję.
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
26755 odsłon
0 komentarze
Administrator

Matka Boża przyprowadziła mnie do Boga

medjugorje sam 033Byłam letnim katolikiem, który ubezpieczał się na życie wieczne tym, że chodził w niedzielę na Mszę św., raz lub dwa razy w roku do spowiedzi św. Modlitwy codziennej nie praktykowałam przez 20 lat.
Pan Jezus poruszył moje serce, serce dorosłej osoby, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu w małej kapliczce w Medugorje – w „Oazie pokoju”. Mieliśmy wejść do tej kaplicy na 15 minut, zwiedzić ją i wrócić do autokaru, aby realizować dalszy plan pielgrzymki. Za szybą w głównej nawie kapliczki był wystawiony Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Niespodziewanie odczułam tak wielką miłość do Chrystusa, że musiałam pośpiesznie uklęknąć przed Nim i wielbić Boga w swoim sercu słowami pieśni religijnych, które jak lawina napływały jedna po drugiej – wszystkie dotyczyły uwielbienia i czci do Pana Jezusa. Popłynęły strugi łez, nadal wielbiłam, choć już teraz w ciszy swoje go serca, mojego Boga i Zbawiciela – czas jakby się zatrzymał. Wyszłam z kaplicy i uzmysłowiłam sobie, że to Matka Boża – Królowa Pokoju przyprowadziła mnie do swojego Syna, abym zawarła z Nim przyjaźń, aż do końca mojego życia – przyjaźń opartą na prawdziwej miłości Boga do człowieka.
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
2092 odsłon
0 komentarze
Administrator

Moje serce zmartwychwstało

52086W wieku 15 lat nie słuchałem już ani ojca, ani matki. Ro­biłem, co chciałem. Moi rodzice życzyli sobie, abym studiował. Ja też tego pragnąłem, ale jednocześnie chciałem mieć pie­niądze, być niezależnym i mieć wolność. Pamiętam, że zawsze chciałem się wyróżniać czymś od innych, być sprytniejszym od innych. Szukałem towarzystwa starszych od siebie. Nie czułem się z nimi dobrze, ale to mi imponowało i chciałem się czuć starszym, niż byłem naprawdę.
   Potem do zapalenia pierwszej trawki nie było już daleko, a stamtąd droga do twardych narkotyków jest łatwa. Kiedy zacząłem brać heroinę, ciągle jeszcze nie uważałem siebie za narkomana. Do momentu szprycowania się uważałem, że to inni są narkomanami, ale nie ja. Myślałem, że jestem mą­drzejszy od innych, że łatwiej sobie daję radę, że jestem bar­dziej inteligentny i że mogę przestać, kiedy tylko zechcę. Ale to było samo oszukiwanie siebie. Ba, brałem nie tylko hero inę, ale paliłem również jointy.
   I wtedy jeszcze nie mogłem pojąć, jak to ludzie sami siebie potrafią niszczyć. W tam­tych chwilach znajdowałem dziwną pociechę, zawsze widziałem innych w gorszej sytuacji i pocieszałem się, że tak naprawdę nie jestem taki sam jak oni, nigdy nie byłem w więzieniu, nie musiałem kraść, nie musiałem sprze­dawać narkotyków. Jednak od czasu, kiedy zacząłem się szprycować, przestraszyłem się. Szybko szedłem na dno i wkrótce musiałem zacząć sprzedawać narkotyki i kraść.
Czytaj dalej
Oceń ten wpis:
2137 odsłon
0 komentarze

Kalendarz bloga

Poczekaj chwilę, ponieważ właśnie szykujemy kalendarz dla Ciebie