Kto, kiedy i dlaczego zdecydował, że „niechodzenie do kościoła” to grzech ciężki?

chodzenie do kosciola grzechTo że ktoś kiedyś znalazł powód, by „zdecydować”, że „niechodzenie do kościoła” na niedzielną mszę jest grzechem, samo w sobie jest symptomem poważnej „zapaści” w formacji chrześcijańskiej.
Na postawione w tytule pytanie należałoby właściwie odpowiedzieć: nikt i nigdy. Nie dlatego, jakoby zaniedbywanie uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii (bo o nią chodzi) nie było grzechem, ale dlatego, że sprawa jest dość oczywista.

Czym jest grzech?
Postawienie pytania w ten sposób „trąci” typowo zachodnim, „rzymskim”, a więc jurydycznym myśleniem o grzechu. Można by je skrótowo opisać w ten sposób: grzech to przestępstwo, którego ewentualne popełnienie należy usankcjonować odpowiednią karą.

Nie ukrywajmy, że to jest nasze powszechne i zwyczajne myślenie o grzechu. Bardzo rzadko bierzemy pod uwagę, że najgłębszą (i najbardziej dojmującą) prawdą o grzechu jest to, że w swojej istocie polega on na naderwaniu (grzech lekki) lub wręcz zerwaniu (grzech ciężki) relacji z Bogiem, który daje nam życie wieczne (czyli swoje własne życie).

Jeśli tak spojrzymy na grzech, to dużo łatwiej będzie nam zrozumieć, dlaczego przez długi czas Kościół w ogóle nie uważał za potrzebne wskazywać, że dobrowolne rezygnowanie z Eucharystii jest grzechem. Skoro Eucharystia jest „pokarmem na życie wieczne”, samym Życiem, które oddaje nam się do spożywania, to bardziej niż oczywiste jest, że ten, kto dobrowolnie z niej rezygnuje, rezygnuje tym samym z życia Bożego w sobie.

Grzech polega tu nie tyle na podjęciu jakiegoś złego działania, co na zaniechaniu działania dobrego i koniecznego, by mieć w sobie życie z Boga.

Oczywista Eucharystia
Warto pamiętać, że pierwotnie Eucharystię sprawowano tylko w Dzień Pański, czyli w niedzielę. Dzień zmartwychwstania z oczywistych względów od początku był dla chrześcijan dniem świątecznym. A za najlepszy i najsensowniejszy sposób jego świętowania naturalnie uznano sprawowanie tego, co Pan sam kazał „czynić na swoją pamiątkę”. Choć sam nie powiedział konkretnie w jakie dni i w jakich odstępach czasu ma się to dziać.

Sprawowanie Eucharystii w niedzielę w pierwszym pokoleniu chrześcijan poświadczają już pisma Nowego Testamentu i Didache (Nauka Dwunastu Apostołów).

„Nie możemy żyć bez Eucharystii!”
Dla następnych pokoleń było to równie oczywiste. Ciekawe jaką minę mieliby męczennicy z Abiteny (304 r.), gdyby usłyszeli pytanie postawione w tytule tego tekstu. W aktach ich procesu zachowała się udzielona przez nich odpowiedź na pytanie o to, dlaczego uczestniczyli w nielegalnych z punktu widzenia ówczesnego prawa rzymskiego zebraniach: „My nie możemy żyć bez Eucharystii!”.

Podobnie odpowiedział Emeritus, pytany o to samo przez prokonsula Anulinusa: „Nie możemy żyć bez sprawowania celebry dnia Pańskiego”. Natomiast św. Wiktoria, męczennica, ujęła sprawę jeszcze zwięźlej: „Uczestniczyłam w zgromadzeniu, bo jestem chrześcijanką”.

Inne źródła (jak choćby „Apologia” św. Justyna, II w.) poświadczają nie tylko głęboko zakorzeniony już zwyczaj uczestnictwa w niedzielnej mszy, ale też troskę wiernych, by dostarczyć Chleb Eucharystyczny tym, którzy z jakichś względów na samą celebrację przybyć nie mogli. A to oznacza, że wśród chrześcijan ugruntowane było przekonanie o konieczności regularnego (coniedzielnego) karmienia się Eucharystią.

Pierwsza kara za „niechodzenie do kościoła”
Z biegiem czasu, wraz z upowszechnianiem się chrześcijaństwa, zanikiem prześladowań, napływem do Kościoła „mas”, ta świadomość powoli zaczynała szwankować. Stąd postanowienia i upomnienia lokalnych synodów, jak choćby tego w Elwirze (300 r.). „Jeśli ktoś w mieście przez trzy niedziele nie przyjdzie do kościoła, niech na pewien czas zostanie poza [społecznością wiernych], aby było wiadomo, że został ukarany”.

Kiedy Eucharystię zaczęto sprawować także w inne dni tygodnia (co nie było wcale takie oczywiste), nadal kładziono nacisk na konieczność uczestniczenia w tej niedzielnej. Podejście (oczywiście w dużym uproszczeniu) było takie: Jeśli komuś się uda być na Eucharystii w tygodniu, to świetnie, ale niedzielna jest dla nas „must have” i do zbawienia koniecznie potrzebna.

Skąd „obowiązek”?
Pierwsze źródła wspominające o „obowiązku” uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii są więc dość późne. Nie dlatego, że dopiero wówczas ten „obowiązek” wymyślono, ale dlatego, że wcześniej nie widziano takiej potrzeby. Naprawdę traktowano to jako sprawę oczywistą.

„Zawiniła” też oczywiście katechizacja kolejnych pokoleń chrześcijan. Zawsze łatwiej jest zebrać taką grupę neofitów i dać im listę pod tytułem „To trzeba koniecznie, a tego absolutnie nie wolno” i w poczuciu, że „najważniejsze zostało zrobione”, pobiec do następnej grupy, niż poświęcić czas na wytłumaczenie, wyjaśnienie, wpojenie. A tak naprawdę: na wprowadzenie w to, co nazywamy w naszej wierze „misterium” w taki sposób, by ten katechizowany sam z siebie rozumiał i odczuwał konieczność takiego, a nie innego postępowania.

Uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii ujęte jako „obowiązek” znajdujemy więc w kościelnych pismach dopiero gdzieś tak od XV wieku. Wspomina o nim św. Antoni (1477 r.). Podobny zapis pojawia się w tzw. Małym Katechizmie św. Piotra Kanizjusza (1556 r.). Ponieważ katechizm Kanizjusza był wzorem dla wielu późniejszych pozycji tego rodzaju, to już od tej pory „przykazanie” uczestnictwa w niedzielnej mszy pojawiało się w nich regularnie.

Pierwszym dokumentem papieskim, który ujął tę kwestię była konstytucja „Universa” papieża Urbana VIII z 1642 r., w której podaną pierwszą listę tzw. „świąt nakazanych”, na której to listy pierwszym miejscu znalazły się „wszystkie niedziele”.

W prawie kanonicznym zapis o obowiązku „wysłuchana Mszy Świętej w niedzielę i święta nakazane” jako jasno określony przepis pojawił się dopiero w Kodeksie z… 1917 r. Tak jest i w obecnie obowiązującym Kodeksie.

Podsumowując
Od samego początku chrześcijaństwa było oczywiste, że chrześcijanin (jeśli tylko jest w stanie) uczestniczy w niedzielnej Eucharystii. A to dlatego, że Eucharystia jest sposobem, jaki Syn Boży Jezus Chrystus ustanowił i postanowił, abyśmy mogli przyjmować i mieć w sobie Jego wieczne, boskie życie.

Kto odrzuca Eucharystię, odrzuca też życie, co jest grzechem (jak wynika z najbardziej fundamentalnego dla chrześcijan rozumienia grzechu, jako odrzucenia życia Bożego). I tyle.

PS

To że ktoś kiedyś znalazł powód, by „zdecydować” (raczej: przypomnieć, upomnieć, wyraźnie określić), że „niechodzenie do kościoła” na niedzielną mszę jest grzechem, samo w sobie jest już symptomem poważnej „zapaści” w formacji chrześcijańskiej.

Oznacza bowiem, że wprowadzając człowieka w życie wiary, nie zdołaliśmy mu ukazać, czym naprawdę jest dla niego Eucharystia. Bo przecież gdyby wiedział, do głowy by mu nie przyszło, że mógłby z niej dobrowolnie zrezygnować!

źródło: pl.aleteia.org/

Brak ci cierpliwości do dzieci? Zobacz, co radzą ś...
„Wiedział, że bez Pana Boga nie spełnia swojej mis...
 

By accepting you will be accessing a service provided by a third-party external to https://wduchuswietym.com/

Donacje

Prosimy o rozważenie wsparcia naszych wysiłków.

Kwota

Kalendarz bloga

Poczekaj chwilę, ponieważ właśnie szykujemy kalendarz dla Ciebie