Słów kilka o tym, jak Bóg daje ludziom nowe życie z wiary.

Od playboya do Bożego faceta

eduardo verasteguiEduardo Verastegui, młody latynoski piosenkarz, model, playboy i aktor, był na najlepszej drodze do sukcesu. Znany z romantycznych telenoweli w całej swojej ojczyźnie, Meksyku, dotarł do Hollywood, miasta marzeń, gdzie jego kariera nabierała rumieńców. Uroda pomagała mu w promowaniu wizerunku – jego zdjęcia trafiały na pierwsze strony magazynów na całym świecie, rozbudzając pożądanie tysięcy młodych kobiet. Role w serialach i filmach hollywoodzkich (Eduardo odgrywał najczęściej przystojnych amantów lub degeneratów – bandytów, kryminalistów, złodziei, podrywaczy) przysparzały mu rzesze kolejnych wielbicieli na całym świecie. Miał wszystko – kasę, sławę, kobiety, własny 20-osobowy zespół ludzi w Hollywood pracujący na jego sukces. Dniami ciężko pracował, a wieczorami prowadził hulaszcze życie gwiazdy (imprezy, alkohol, seks). Osiągnął wszystko, o czym mógł tylko zamarzyć, lecz, o dziwo, nie czuł się szczęśliwy. Zamiast poczucia spełnienia ogarniała go pustka, zamiast radości – niepokój.

Rodzice Eduarda, pobożni meksykańscy katolicy, widzieli, że ich synowi groziło niebezpieczeństwo ciała i duszy. Matka obawiała się najgorszego – jej ukochany syn prowadzący tak rozwiązłe życie może trafić do więzienia, ulec ciężkiemu wypadkowi, zginąć tragicznie, a co najgorsze, utracić życie wieczne i na wieki się potępić. Kierowała do niego swoje ostrzeżenia, prosiła, aby żył po chrześcijańsku, lecz ten za nic miał jej prośby. Kobieta nie ustępowała. Skoro nieskuteczne były jej słowa, efekt mogły przynieść już jedynie jej żarliwe modlitwy do Matki Bożej z Guadalupe. Modliła się za swego syna dniami i nocami.

Czytaj dalej
  1416 odsłon

Uratowałam dziecko modlitwą różańcową

duchowa adopcjaOd 10 lat jestem kapłanem zakonnym Braci Mniejszych Kapucynów Prowincji Krakowskiej. W latach 1996-2001 pracowałem na misjach na Ukrainie. Z dziełem Duchowej Adopcji dzieci nienarodzonych po raz pierwszy zetknąłem się w Kijowie, gdzie przyjechali z Warszawy krzewiciele tej formy niesienia pomocy najbardziej bezbronnym i niewinnym istotom ludzkim, a także ich rodzicom. Entuzjastycznie włączyłem się w tę samarytańską miłość bliźniego i do dziś zaadoptowałem już piątkę dzieci. W lutym tego roku wysłuchałem wyjątkowo pięknego świadectwa działania łaski Bożej, które przedstawiam za zgodą autorki.
Pragnę dać świadectwo tego, co przeżyłam w związku z Duchową Adopcją dziecka nienarodzonego. Otóż podczas rekolekcji wielkopostnych, które odbywały się w mojej parafii w 1997 roku mój mąż złożył przyrzeczenie Duchowej Adopcji dziecka poczętego, któremu zagrażała zagłada. Obiecał, że będzie codziennie odmawiał jedną tajemnicę różańca św. przez okres dziewięciu miesięcy. Długo jednak nie wytrwał w tym zobowiązaniu. Modlił się może dwa lub trzy tygodnie, a potem przestał, wymawiając się brakiem czasu i zmęczeniem. Byłam tym bardzo zmartwiona i prosiłam, żeby wrócił do tej modlitwy. Obiecałam, że będę razem z nim modlić się na różańcu. Pragnę nadmienić, że ja osobiście bałam się w czasie rekolekcji włączyć w tę Duchową Adopcję.
Czytaj dalej
  32111 odsłon

Matka Boża przyprowadziła mnie do Boga

medjugorje sam 033Byłam letnim katolikiem, który ubezpieczał się na życie wieczne tym, że chodził w niedzielę na Mszę św., raz lub dwa razy w roku do spowiedzi św. Modlitwy codziennej nie praktykowałam przez 20 lat.
Pan Jezus poruszył moje serce, serce dorosłej osoby, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu w małej kapliczce w Medugorje – w „Oazie pokoju”. Mieliśmy wejść do tej kaplicy na 15 minut, zwiedzić ją i wrócić do autokaru, aby realizować dalszy plan pielgrzymki. Za szybą w głównej nawie kapliczki był wystawiony Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Niespodziewanie odczułam tak wielką miłość do Chrystusa, że musiałam pośpiesznie uklęknąć przed Nim i wielbić Boga w swoim sercu słowami pieśni religijnych, które jak lawina napływały jedna po drugiej – wszystkie dotyczyły uwielbienia i czci do Pana Jezusa. Popłynęły strugi łez, nadal wielbiłam, choć już teraz w ciszy swoje go serca, mojego Boga i Zbawiciela – czas jakby się zatrzymał. Wyszłam z kaplicy i uzmysłowiłam sobie, że to Matka Boża – Królowa Pokoju przyprowadziła mnie do swojego Syna, abym zawarła z Nim przyjaźń, aż do końca mojego życia – przyjaźń opartą na prawdziwej miłości Boga do człowieka.
Czytaj dalej
  3011 odsłon

Moje serce zmartwychwstało

52086W wieku 15 lat nie słuchałem już ani ojca, ani matki. Ro­biłem, co chciałem. Moi rodzice życzyli sobie, abym studiował. Ja też tego pragnąłem, ale jednocześnie chciałem mieć pie­niądze, być niezależnym i mieć wolność. Pamiętam, że zawsze chciałem się wyróżniać czymś od innych, być sprytniejszym od innych. Szukałem towarzystwa starszych od siebie. Nie czułem się z nimi dobrze, ale to mi imponowało i chciałem się czuć starszym, niż byłem naprawdę.
   Potem do zapalenia pierwszej trawki nie było już daleko, a stamtąd droga do twardych narkotyków jest łatwa. Kiedy zacząłem brać heroinę, ciągle jeszcze nie uważałem siebie za narkomana. Do momentu szprycowania się uważałem, że to inni są narkomanami, ale nie ja. Myślałem, że jestem mą­drzejszy od innych, że łatwiej sobie daję radę, że jestem bar­dziej inteligentny i że mogę przestać, kiedy tylko zechcę. Ale to było samo oszukiwanie siebie. Ba, brałem nie tylko hero inę, ale paliłem również jointy.
   I wtedy jeszcze nie mogłem pojąć, jak to ludzie sami siebie potrafią niszczyć. W tam­tych chwilach znajdowałem dziwną pociechę, zawsze widziałem innych w gorszej sytuacji i pocieszałem się, że tak naprawdę nie jestem taki sam jak oni, nigdy nie byłem w więzieniu, nie musiałem kraść, nie musiałem sprze­dawać narkotyków. Jednak od czasu, kiedy zacząłem się szprycować, przestraszyłem się. Szybko szedłem na dno i wkrótce musiałem zacząć sprzedawać narkotyki i kraść.
Czytaj dalej
  3449 odsłon

Jak Artur narodził się na nowo

CenacoloMam na imię Alfreda. Jestem matką czworga dzieci. Artur jest moim drugim dzieckiem. W wieku ok. szesnastu lat uzależnił się od narkotyków.
   Myślę, że upadek naszych dzieci jest naszym upadkiem. Najpierw rodzice odwracają się od Boga, pozostawiając Go, a potem dzieci potykają się o błędy swoich rodziców. Dzisiaj, gdy z perspektywy lat patrzę na mój upadek, widzę to bardzo wyraźnie.
   Myślę, że gdyby człowiek wiedział, że upadnie, nie zrobiłby tego. Bardzo bolała mnie zmiana Artura. Na początku nie chciałam wierzyć, że jest ona spowodowana przez narkotyki. Powtarzałam synowi tylko: Artur, jaki ty stajesz się prymitywny... Jak ty się zmieniasz... Przedtem był wrażliwy, pełen miłości i radości. Zło bardzo go zmieniło. Modliłam się za niego...
Czytaj dalej
  2552 odsłon

Nawrócenie Bernarda Nathansona

Nathanson, urodzony w 1926 r. profesor Cornell University, był ateistą i jednym z największych na świecie zwolenników aborcji. Dążył uparcie do tego, by w USA uczynić aborcję legalną, tanią i dostępną. W 1968 r. był jednym z bnzałożycieli National Abortion Rights Action League (Narodowej Ligi Walki o Prawo do Aborcji). Prowadził największą klinikę aborcyjną w Stanach Zjednoczonych. Przyznaje się do dokonania 75 000 aborcji. Mówi teraz z wielkim bólem: „W tej liczbie jest także zabicie mojego nie narodzonego dziecka, które uśmierciłem własnymi rękami”. W życiu Nathansona dokonał się jednak cud przemiany umysłu i serca. Z czołowego światowego aborcjonisty stał się przodującym obrońcą życia dzieci nie narodzonych. Po wielu latach przygotowań, w 1996 r. przyjął chrzest w Kościele katolickim.
Dom rodzinny i szkoła
 Jego ojciec, profesor medycyny, syn żydowskich emigrantów, jeszcze w latach studenckich odwrócił się od tradycji ortodoksyjnego judaizmu. Nie wierzył w Boga, a jedynie w jakąś „wyższą siłę”. To właśnie ojciec wyrył trwałe piętno na życiu i osobowości Bernarda, wpajając swojemu synowi nihilistyczne postawy i wierzenia. Bernard wzrastał w domu, w którym tylko zachowywano zwyczaje i obrzędy wiary żydowskiej, ale jej nie praktykowano. Na dodatek ojciec Bernarda nienawidził swojej żony.
Czytaj dalej
  3974 odsłon

Nawrócenie Mitsuko

p4Kiedy w gimnazjum za­czę­łam się uczyć języka angielskiego, cie­szy­łam się, że wreszcie będę mogła po­znać język, który daje możliwości ko­mu­ni­ko­wa­nia się z ca­łym świa­tem. Już po kil­ku mie­sią­cach nauki an­giel­skie­go, a było to już 30 lat temu, zaczęłam korespondować z Teresą, dziewczyną z Polski.
Ówczesna sytuacja po­li­tycz­na w Polsce była nie­spo­koj­na. I choć moim naj­więk­szym ma­rze­niem był wy­jazd do Eu­ro­py oraz spo­tka­nie się z Te­re­są, z waż­nych po­wo­dów nie mo­głam tak szyb­ko zre­ali­zo­wać swo­ich pla­nów. Po­zo­sta­wa­ły nam spo­tka­nia na stro­nach co­raz dłuż­szych li­stów. Nie za­po­mnę nigdy upad­ku muru ber­liń­skie­go w 1989 r. Zo­ba­czy­łam to w TV, drżąc z wra­że­nia na całym cie­le. W Polsce zaczął wiać wiatr wol­no­ści i latem 1992 r., mój przy­jazd do Pol­ski mógł wresz­cie dojść do skut­ku.
To, co tam spo­tka­łam i prze­ży­łam, cał­ko­wi­cie prze­ro­sło wszyst­kie moje wcze­śniej­sze ocze­ki­wa­nia i wy­obra­że­nia. Na lot­ni­sku, podczas ser­decz­ne­go przy­wi­ta­nia z Te­re­są, ze wzru­sze­nia obie się pła­ka­ły­śmy. Jeszcze w Ja­po­nii, na dłu­go przed przy­jaz­dem do Pol­ski, chcia­łam się jak naj­wię­cej do­wie­dzieć o oj­czyź­nie mo­jej przy­ja­ciół­ki, cho­dzi­łam więc czę­sto do bi­blio­tek i chyba prze­czy­ta­łam wszyst­kie ja­poń­skie książ­ki do­ty­czą­ce Pol­ski. Do­wie­dzia­łam się wiele o hi­sto­rii i kulturze tego kra­ju. Dla mnie, osoby nie zna­ją­cej chrze­ści­jań­stwa, bardzo in­try­gu­ją­cy był temat wia­ry Polaków. W wie­lu opra­co­wa­niach spo­ty­ka­łam się z in­for­ma­cja­mi, że jest to ostatni eu­ro­pej­ski kraj, w któ­rym świą­ty­nie nie świe­cą pust­ka­mi.
Czytaj dalej
  2494 odsłon

Donacje

Prosimy o rozważenie wsparcia naszych wysiłków.

Kwota

Kalendarz bloga

Poczekaj chwilę, ponieważ właśnie szykujemy kalendarz dla Ciebie